komentarze z onetu

Wpis

wtorek, 27 marca 2007

political fiction

    Wszyscy lubimy sobie poplotkować (no - może nie aż tak jak Józef "Brzytwa" Oleksy, który może plotkować przez trzy godziny bez przerwy...), wszyscy lubimy sobie pospekulować, ja też trochę sobie pospekuluję, a temat sam pcha się w łapy, oto autorzy bloga „Piąta Władza” stawiają pytanie: „Kto i w jakim celu chciał obalić Leszka Millera w 2003 roku? A jeśli faktycznie była montowana taka intryga, to jaką rolę odegrał w niej prezydent Kwaśniewski?”. Temat dobry, ale mocno go rozszerzę... Nietrudno zauważyć, że – gdzieś tak – od roku 2002 lewą stronę sceny politycznej wstrząsają ruchy tektoniczne - epizod o którym pisze „Piąta Władza” to epifenomen tego zjawiska. Zapytajmy więc: co było główną sprężyną nakręcającą cały ten mechanizm? Oto moje spekulacje...  

    Wyjdziemy od epizodu, o którym donosił Dziennik z 11.09.2006. Otóż, Dziennik donosił w tym dniu właśnie o prowokacji wymierzonej w Leszka Millera: "W 2003 roku Leszek Miller mógł być zmuszony do rezygnacji ze stanowiska premiera. I nie za sprawą demokratycznych procedur, a prowokacji przygotowanej przez ludzi związanych z lewicą i służbami specjalnymi. (...). Syn Leszka Millera miał brać łapówki od największych polskich biznesmenów: Kulczyka, Staraka i Gudzowatego. Miał o tym mówić jeden z zainteresowanych - Aleksander Gudzowaty. Wiadomość ta dotarła do ówczesnego premiera Millera od Zbigniewa Siemiątkowskiego. Gdyby taka informacja dostała się do mediów, mocny wtedy jeszcze Leszek Miller skończyłby natychmiast karierę". Miller - po otrzymaniu tej informacji - rozmawiał z Gudzowatym, ten wszystkiemu zaprzeczył...

    Jak zauważyła niedawno Kataryna, sprawa owej prowokacji była jednym z ważnych tematów rozmowy Gudzowaty - Oleksy. Przypomnijmy, że Gudzowaty mówił Oleksemu: "Moje zdanie jest takie, jeśli chcesz je znać, to Kwaśniewski szykował coś na Millera. Coś poważnego moim kosztem. (...). Oni chcieli premiera obalić moim kosztem". Co do opinii Millera w sprawie tych machinacji - Dziennik pisał: "Leszek Miller odrzuca (...) domysł, że zaplanowali to ludzie prezydenta. "Wykluczam hipotezę, że za całą prowokacją wobec mnie stał Aleksander Kwaśniewski". Były premier wskazuje raczej na tajemnicze "olbrzymie interesy i międzynarodowe siły nacisku", którym nie podobało się to, że nie zgadza się na sprzedaż polskiego sektora paliwowego" (Znajomi Millera chcieli łapówki od Gudzowatego, Dziennik 11.09.2006).

Sprzedaż polskiego sektora paliwowego - dotarliśmy właśnie do głównej sprężynki napędzającej (według moich spekulacji oczywiście)ruchy tektoniczne po lewej stronie polskiej scenie politycznej. Z opinią Millera nie zgadzam się jednak w pełni. Owszem - były tu czynne "olbrzymie interesy i międzynarodowe siły nacisku", tyle, że i Kwaśniewski siedział we wszystkim po uszy. Ale - zacznijmy od początku(?)...  

    W roku 2001, gdzieś nad Morzem Śródziemnym Leszek Miller i Andrzej Kapkowski (były szef UOP) spotkali się ponoć z Wagitem Alekpierowem - szefem Łukoila. Rozmawiano o przyszłości polskiego sektora paliwowego. Rosjanie - w zamian za finansowe wsparcie kampanii wyborczej SLD - mogli liczyć na udział w prywatyzacji sektora... Takie przynajmniej zeznania trafiły do sejmowej komisji badającej aferę Orlenu a ich autorem był Maciej Maksym - były szef windykacji polskiego oddziału firmy Łukoil (za: Piotr Bączek, Rosyjski skok na polską ropę, Niezależna Gazeta Polska, nr.4). Czy do podobnych ustaleń doszło, czy nie faktem jest, że w lutym 2002 roku w czasie posiedzenia Rady Gabinetowej pojawia pomysł sprzedaży rynku naftowego Rosjanom - Rosjanie mają kupić Rafinerię Gdańską. Sprzeciwów nie było - obawy budziła jedynie możliwość pobudzenia w kraju "antyrosyjskich fobii".

    Tymczasem we wrześniu 2002 Miller staje okoniem i Łukoil nie kupuje Rafinerii Gdańskiej. Miller ma inny plan, za którym stoi - ponoć - Jan Kulczyk. Kulczyk chce połączyć w jeden koncern Rafinerię Gdańską z PKN Orlen i - dopiero potem - sprzedać Rosjanom pakiet kontrolny koncernu, co - swoją drogą -  oznaczało by przejęcie przez Rosjan kontroli nad Naftoportem. O działaniach Kulczyka 8 grudnia 2004 roku donosiła "Rzeczpospolita": "Jan Kulczyk obiecał szefowi Łukoilu, że pomoże rosyjskiemu koncernowi przejąć polski rynek naftowy". Według notatki wywiadu - która trafiła do komisji sejmowej badającej sprawę Orlenu - w październiku 2002 roku Kulczyk spotkał się w Londynie z szefem Łukoilu Wagitem Alekperowem, rozmawiali o połączeniu Orlenu i Rafinerii Gdańskiej i o przejęciu przez Rosjan pakietu kontrolnego koncernu. Kulczyk mówił, że może Rosjanom zapewnić ten interes, w notatce pojawia się suma miliarda dolarów (według autorów artykułu z "Rz" z którego czerpię - może to być "jaką miałby zarobić pośrednik"). Kulczyk miał się spotykać z szefami Łukoilu jeszcze kilka razy, choć wypierał się tego w prokuraturze, a w lipcu 2003 spotkał się w Wiedniu z Ałganowem, to spotkanie stało się później bardzo głośne...  

    Wiele wskazuje na to, że wokół kwestii przyszłości sektora paliwowego rozkręca się - przyznaję - dość dla mnie mętna rywalizacja w obozie władzy. Według autorów "Rz" w zamieszaniu wokół Orlenu  "prawdopodobnie poszło o to, kto pomoże Rosjanom przejąć PKN Orlen i Rafinerię Gdańską i zarobi na tym krocie" (Michał Majewski, Luiza Zalewska, Jak Kulczyk grał z Rosjanami, Rz 8.12.2004). Wygląda na to, że środowisko Kwaśniewskiego zaczyna gryźć się o te profity ze środowiskiem Millera. Ludzie Kwaśniewskiego usiłowali zablokować projekt połączenia Orlenu z Rafinerią Gdańską - tak to przynajmniej zdaje się wyglądać w odbiciu medialnym (aczkolwiek przyznaję - nie wgryzałem się zbyt mocno w archiwa). Przeciw fuzji Orlenu z Rafinerią Gdańską występował zarówno Kaczmarek, jak i jego następca na stołku Ministra Skarbu – także kojarzony z Kwaśniewskim – pan Cytrycki. Przypomnijmy, że aferę Orlenu odpalił Kaczmarek udzielając w kwietniu 2004 roku wywiadu GW, w którym to wywiadzie uchylił kulis zatrzymania prezesa Orlenu przez UOP (w lutym 2002). Z drugiej strony projekt fuzji Orlenu z Rafinerią Gdańską forsować miał Kulczyk – też kojarzony z Kwaśniewskim – podczas spotkania z Ałganowem powoływał się na „pierwszego”... Tak więc, jak pisałem, jest to wszystko dość mętne, ale na potrzeby mojego political fiction przyjmę, że koteria Millera faktycznie pogryzła się z koterią Kwaśniewskiego o zysk z pośredniczenia w wystawieniu Rosjanom polskiego rynku naftowego... Czy to możliwe, by konflikt na tle "sprzedaży polskiego sektora paliwowego" do tego stopnia rozpalił namiętności wśród liderów SLD, że środowisko Kwaśniewskiego gotowe było nawet rozbić partię, by "uwalić" grupę Millera? No cóż, gdy w grę wchodzą miliardy dolarów...

    Spróbujmy teraz prześledzić polityczny aspekt konfliktu w SLD, pamiętając o okolicznościach zarysowanych powyżej. Oprzemy się na bardzo ciekawym wywiadzie jakiego dziennikarzom  „Panoramy Dolnośląskiej” udzielił w listopadzie 2005 roku Marek Dyduch. Dyduch narzekał, że w SLD trwała walka frakcyjna, i, że "ktoś namówił Wojciecha Olejniczaka, żeby pozbył się Millera, Józefa Oleksego". Winnymi rozbicia lewicy byli - zdaniem Dyducha - Kwaśniewski, Janik i Borowski. Idea nowej partii miała pojawić się po wyborach samorządowych 2002 roku, w których SLD zdobyło 24,5 procent głosów. Wtedy to w otoczeniu Kwaśniewskiego zaczęto mówić o konieczności "zejścia SLD ze sceny". Dyduch łączy te plany z wynikiem wyborów, ale - czy aby ważniejsze nie były tu inne czynniki? Przypomnijmy - w 2002 zaczyna się konkretyzować plan oddania sektora paliwowego Rosjanom... Nowa lewicowa partia powstać miała po wyborach do Parlamentu Europejskiego (czerwiec 2004) - z partii wyjść miał Marek Borowski z grupą posłów. Dyduch zapewnia jednak, że "grupa Borowskiego" chciała "zrobić Millerowi psikusa" jeszcze w roku 2003. Jak pamiętamy Borowski trochę się pospieszył – w stosunku do planów przewidujących powstanie nowej partii na czerwiec 2004 roku - nowy byt polityczny wykreował w marcu 2004-go...  

    Jeśli chodzi o SLD – miało zostać „odnowione”. Kwaśnieski stawiał na Janika, który został przewodniczącym SLD 21 stycznia 2004 roku wykopując ze stołka Millera. Wszystko zdawało się iść nieźle, ale oto  w grudniu 2004 r. pojawił się zgrzyt - szefem SLD zostaje Oleksy wygrywając z Janikiem (485 głosów do 393). W sympatyzującej z Kwaśniewskim GW skomentowano to w taki oto sposób: "Wraz z Janikiem przegrali SLD-owscy zwolennicy oczyszczenia partii z integracji lewicy z Alekandrem Kwaśniewskim na czele" (em. wz, Rozłam w SLD? GW 20.12.2004). Sukces Oleksego pogrzebać miał szansę na wspólnego kandydata lewicy w wyborach prezydenckich, typowany był Belka. Kwaśniewski nie pojawił się na kongresie, który wybrał Oleksego, wysłał jedynie list (i list prywatny do Janika), Janik zaczął montować w ramach SLD "socjaldemokratyczną platformę" (razem z Napieralskim, Nikolskim, Ostrowską, Jeschkem), nazywało się to "Socjaldemokratyczna Przyszłość". Gdy na początku 2005 roku z SLD wyszedł Hausner (wtedy - wicepremier), by z Frasyniukiem i Steinhoffem montować nową partię - "Socjaldemokratyczna Przyszłość" udzieliła mu pewnego poparcia (SLD wycofało co prawda poparcie dla Hausnera, ale nie dla rządu). Pojawił się nowy byt polityczny – Demokraci... Koterii Kwaśniewskiego udaje się „odbić” kierownictwo SLD stosunkowo szybko - 29 maja 2005 roku szefem SLD zostaje człowiek Kwaśniewskiego – Olejniczak. I tak dochodzimy do czasów – że tak powiem – nam współczesnych...  

Trzęsie się scena polityczna kraju, rozpadają się jedne partie, powstają inne, w tle trwa "walka buldogów pod dywanem", starzy przyjaciele (przynajmniej - przyjaciele polityczni) montują przeciw sobie ponure prowokacje... Czy to możliwe, by głównym napędem tego wszystkiego były konfitury związane z prywatyzacją sektora paliwowego? Nie wiem. To tylko political fiction... Jak w każdym przyzwoitym political fiction mogłyby się tu pojawić różne barwne epizody, jak – dajmy na to – pożar w Rafinerii Gdańskiej w maju 2003 roku (Możejki też płonęły, gdy ważyły się ich losy), czy lotniczy wypadek Millera, ale – darujmy sobie takie efekciarstwo i skończmy w tym miejscu nasze spekulacje czekając na to, co przyniesie przyszłość...  

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
tad9
Czas publikacji:
wtorek, 27 marca 2007 19:29

Polecane wpisy

  • czarny, agresywny kundel

    Niewielki czarny, agresywny kundel terroryzuje jedno z mysłowickich osiedli. W biały dzień zaatakował już dwójkę dzieci. Tylko dzięki szybkiej interwencji sąsia

  • zaległy komunikat

    uwaga: wszystkich, którzy tu jeszcze wpadają informuję, że mój blog został przeniesiony do Salonu24 i funcjonuje pod adresem: http://perlyprzedwieprze.salon24.p

  • zrozumieć Środę...

    Czy można zadowolić Magdalenę Środę? Nie, nie chodzi mi o ten rodzaj satysfakcji, o jakim mogły pomyśleć jakieś świntuchy. Pytam, czy dałoby się zadowolić Środę

Komentarze

Dodaj komentarz

  • wgj8515 napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/27 22:36:23:

    Czy taki scenariusz jest możliwy, chyba tak. Nie takie wałki już robili, ale tu się bali "antyrosyjskiej fobii" dodajmy "ciemnego", "zaściankowego", "szowinistycznego" i "antysemickiego" społeczeństwa.
    Szkoda, że takich teorii nie wypisują dziennikarze w mediach, a robią to ludzie w sieci. To jest jeszcze jeden dowód na to, że lustracja dziennikarzy jest niezbędna, właśnie po to żeby taki tekst mógł się ukazać w wielkonakładowej prasie, a nie na blogu, który czyta może z 1000 osób.
    Im się po prostu wydaje, że jak im Stalin obiecał że będą tu rządzić to to nadal obowiązuje.

  • kataryna.kataryna napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/28 00:17:20:

    Bardzo możliwy scenariusz.

  • minimal napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/28 00:31:39:

    hmm. dziekuje za informacje z prasy z lat minionych. osobiscie zastanawialem sie od czasu opublikowania tasm Oleksego nad tym co powodowalo Kwasniewskim ze wytoczyl przeciw Millerowi dziala w postaci sluzb. Afera Rywina, akcja z Gudzowatym to akcje kierowane przez Prezia przeciw Millerowi. zastanawialem sie czy Prezio zwariowal rzucajac sluzby w imie bratobojczych walk o wielkie nic czy chodzilo o cos wiekszego. zapomnialem na smierc o Orlenie, kasce jaka miala wplynac do Agory z tej spolki a ktora ktora miala opiewac na 17.5 miliona baksow i paru innych faktach, Kulczyku i paru innych.

    jeszcze raz danke za informacje.

  • kunta-marcin napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/28 09:16:49:

    Super się czyta... szkoda że takie spekulacje docierają do tak wąskiego grona odbiorców. Chętnie w tej perspektywie poczytałbym o science-political fiction p.t. co by się stało gdyby wygrała platforma - ciekawe jaki plan miały czerwone wieprze.

  • ckwadrat napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/28 11:03:38:

    Obawiam się, że to jednak nie political fiction. Nie zauważyłeś jednej rzeczy, która jako uzupełnienie bardzo uprawdopodabnia Twoją tezę. Mianowicie to, że drugim negatywnym bohaterem prowokacji wymierzonej w Millera miał być Gudzowaty. To przecież on miał dać Millerowi juniorowi łapówkę. Czy to przypadek, że wybrano akurat jego?

    Gudzowaty nie pozwalał przecież Rosjanom przejąć kontroli nad Europol-Gazem, gdzie PGNiG i Gazprom mają po 48 proc. udziałów a Gas Trading 4 proc. (w którym z kolei PGNiG i Gudzowaty mają większość udziałów). W efekcie to polski kapitał ma w Europol-Gazie większość udziałów. Rosjanie chcieli jednak doprowadzić do sytuacji, aby Polska i Rosja miały po 50 proc. udziałów. Gudzowatego chciano zatem zmusić do pozbycia się udziałów w Gas-Tradingu. A skoro nie chciał tego zrobić, zmontowano i przeciw niemu prowokację, żeby zrobił to np. pod wpływem późniejszego szantażu. Zamach na Millera był więc jednocześnie zamachem na Gudzowatego.

  • polfic napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/29 12:42:14:

    Celem uzupełnienia. Dopóki Gudzowaty był z Rosjanami to Rosja miała większość w Europolgazie. Kiedy przechodził (jak go wykolegowano z pośrednictwa w obrocie gazem) na drugą stronę sytuacja stała się niezupełnie jasna. Stąd obawy, że Rosja PRZESTANIE mieć większość w rurociągu.

  • zeter1 napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/30 02:00:04:

    Czy można w tym kontekście rozpatrywać aferę Rywina? Czy to sprawa zupełnie samoistna? (Dochodzi przecież Michnik i Agora...).

  • tad9 napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/30 11:55:22:

    ZETER - można w tym kontekście rozpatrywać wszystko, w końcu spekulujemy. Oczywiście, że do tego, co napisałem można dodać całe mnóstwo innych wątków. Mamy do czynienia z całym splotem - w tym samym czasie szła gra o PZU, o ustawę medialną (Rywin), wszędzie tu ścierały się interesy wewnątrz oligarchii. Być może doszło do czegoś w rodzaju "przeciążenia" i w grę wcignięto publiczność. Mleko się rozlało...

  • minimal napisał(a) komentarz datowany na 2007/03/31 00:22:39:

    tad9: w tym samym czasie szła gra o PZU, o ustawę medialną (Rywin)

    a w obu przypadkach chodzilo o atak na Millera vide konflikt interesikow. pisze interesikow bo za psie grosze z "prowizji" na zegarki straczajacej kolesie dawali d. tym ktorzy ow zegarek kupuje z reszty za klub pilkarski.

  • mario-radyja napisał(a) komentarz datowany na 2007/04/09 11:44:34:

    Fajny ten blog.

    Ale AFAIK lotniczy wypadek Millera to był błąd pilota z niewłączeniem odlodzacza. Chyba pilot nie miał zamiaru popełnić samobójstwa.

    Wplątywanie tego w szerszą sieć wypadków obniża twoją wiarygodność.

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/08 13:00:02:

    Odzyskiwanie należności to często długa i mozolna praca. Dłużnicy wymyślają setki powodów, dla których nie spłacili długu. Zdarza się też, że po prostu o tym zapomnieli i regulują płatność chwilę po przypomnieniu. Tak się dzieje np. w przypadku niezapłacenia rachunku telefonicznego. Nasza kancelaria potrafi sobie poradzić zarówno z przypadkami błahymi, jak i ekstremalnymi, wymagającymi podjęcia szczególnych środków.

    Skuteczność słowo klucz. Kroków do jej uzyskania jest mnóstwo. Jak odzyskać należność? Przede wszystkim należy zacząć od właściwego ułożenia całego procesu obsługi powierzonej sprawy, bo jak wiadomo każda sprawa jest inna i należy ją rozkładać na czynniki pierwsze. Robi my to we współpracy ze zleceniodawcą. W początkowej fazie windykacji bardzo ważna jest również prawidłowa segmentacja dłużników i ocena ich zdolności płatniczych. Dłużnik dłużnikowi nierówny - jedni mogą być w stanie spłacić należność od razu, a na innych trzeba będzie poczekać dłużej lub nawet zachęcić do zapłaty. Gdy te kwestie zostaną ustalone, przychodzi czas na gwóźdź programu. Przy odzyskiwaniu należności wykorzystujemy metodę skip tracingu, ale także działamy poprzez call center i wysyłkę wezwań do zapłaty. Upominamy się stanowczo o należności naszych klientów, ale przy tym zachowujemy wszystkie standardy etyczne.

    Znakomitym wsparciem wyżej wymienionych czynności jest windykacja terenowa. To kolejny etap obsługi w sprawach, w których kontakt z dłużnikiem jest utrudniony lub w takich, gdzie dłużnik nie wywiązuje się z zawartych ustaleń. Posiadamy rozbudowany departament windykacji terenowej, co pozwala na osiąganie wysokich wyników poprzez sprawne i szybkie docieranie do dłużników. I choć nasze biuro windykacyjne mieści się w Warszawie, to obsługujemy należności z całej Polski. Ponadto, z racji posiadania zezwolenia na wykonywanie czynności detektywistycznych, wspieramy się nimi w procesie windykacji.

    Nasza kancelaria prawna jest w stanie w krótkim czasie obsługiwać duże ilości spraw na etapie postępowania sądowo-egzekucyjnego. Dzięki nowoczesnym narzędziom informatycznym możemy sprawnie zarządzać całym procesem obsługi prawnej na wszystkich etapach postępowania bez angażowania zleceniodawcy. Minimalizujemy koszty prowadzenia windykacji przy wysokiej skuteczności. Naszym celem jest to, aby klient był zaangażowany w proces w minimalnym stopniu.

    Więcej na temat naszej oferty możecie przeczytać TUTAJ:
    a href=http://www.kpdwiejak.pl/windykacja-terenowa/www.kpdwiejak.pl/windykacja-terenowa/

Dodaj komentarz