komentarze z onetu

Wpis

środa, 06 czerwca 2007

między spiskiem a żywiołem - początki III RP

    Minęła niedawno rocznica wyborów z 1989 roku, przy tej okazji odżyło pytanie: czy aby „transformacja ustrojowa” nie była efektem spisku? Czy przy „okrągłym stole” nie doszło do zmowy „różowych” z „czerwonymi”? Są tacy, którzy twierdzą, że tak właśnie było. Oczywiście obok spisku mamy inne możliwości, na przykład manipulacje (gdy jedna strona manipuluje drugą, trudno mówić o zmowie), czy poczciwe negocjacje w trakcie których negocjujący dochodzą do takiego czy innego porozumienia. I ta ostatnia możliwość jest – jak łatwo zgadnąć – ukochana przez wrogów spiskowej teorii „okrągłego stołu”. A w poczet tych wrogów zalicza się też profesor Marcin Król, który – poza innymi – ma i tę zaletę, że za „okrągłym stołem” siedział. Celem pognębienia spiskologów prof. Król spisał swoje wspomnienia z obrad, dał im tytuł "„Polityka jako żywioł” i wydrukował rzecz w piśmie „Res Publica Nowa” (był to – zresztą – cały numer antyspiskowy). Ze wspomnień profesora obrady „okrągłego stołu” jawią się jako ledwo kontrolowany chaos. Oddajmy mu głos:

"Nieoczekiwanie najważniejsza okazała się grupa polityczna, którą z naszej strony kierował Bronisław Geremek, a ze strony władzy Janusz Reykowski. Dochodziło między nimi naturalnie do licznych starć, w czasie których starali się zachować formułę ""Pan"" co nie było całkiem naturalne, gdyż uprzednio chodzili do tej samej grupy w przedszkolu".

A potem - pełny żywioł:

"I tak już w trakcie zaawansowanych obrad Janusz Reykowski nieoczekiwanie przedstawił zupełnie nową koncepcję prezydentury. Dla nas oczywiste było, że chodzi o generała Jaruzelskiego, chociaż w trakcie rozmów to nazwisko nie padło. Musieliśmy jakoś zareagować, tym bardziej, że widać było, że im na tym prezydencie bardzo zależy. Trzeba było wynaleźć coś, na czym nam by również zależało, i co dla nas byłoby korzystne. Nie pamiętam już, kto wpadł na pomysł powołania Senatu i to w całkowicie wolnych wyborach. Pomysł ten spotkał się stosunkowo szybko z aprobatą strony przeciwnej"

Dalsza cześć opowieści o Senacie:

"W trakcie kolejnych negocjacji na temat uprawnień Senatu ustaliliśmy, że decyzję Senatu zmieniającą decyzje Sejmu, Sejm będzie musiał przegłosować dwoma trzecimi głosów. Ale przepisująca wieczorem te ustalenia maszynistka pomyliła się i zamiast 2/3 napisała 3/5, co dla nas było oczywiście korzystne, bo oznaczało 60, a nie 66 procent w Sejmie. Następnego dnia Bronisław Geremek świadomy tej pomyłki twardo bronił trzech piątych podczas obrad całego stołu politycznego, i tak zostało aż do uchwalenia Konstytucji" (Marcin Król, Polityka jako żywioł, ResPublica Nowa, lato 2005)

    Tak to wygląda u profesora Króla: historię lepi się na bieżąca, z tego, co się akurat nawinie pod rękę, do tego swoje pięć groszy dodaje do tego przypadek. Czy można nie zaufać naocznemu świadkowi? Rzecz w tym, że są i inni świadkowie. Co wyłania się z ich relacji? Zatrzymajmy się przy Senacie... Od 1987 roku trwały spotkania emisariuszy PRL-owskich władz z przedstawicielami Kościoła. Ze strony władz głównym rozmówcą był Stanisław Ciosek, Kościół reprezentowali biskupi Orszulik i Dąbrowski (ten drugi, jak dziś wiemy był - co najmniej przez kilka lat - tajnym współpracownikiem bezpieki o pseudonimie "Ignacy"). Z rozmów strona kościelna robiła notatki, część z nich biskup Orszulik przedstawił publiczności w książce „Czas przełomu”. Są to notatki nadzwyczaj ciekawe. Na przykład notatka z rozmów z 3 czerwca 1988: "Ciosek powiedział, że jest rozważana idea powołania Senatu lub izby wyższej parlamentu. W Sejmie koalicja rządząca zachowałaby 60-60% miejsc. Natomiast w Senacie byłoby odwrotnie. Senat miałby prawo wnioskowania, aby kontrowersyjne decyzje Sejmu ponownie poddać pod głosowanie, przy czym powinny one wtedy uzyskać większość 2/3 głosów". Albo - notatka z 24.08.1988. Wypowiedź Kazimierza Barcikowskiego: "na szczycie byłby prezydent, poniżej Senat (w którym byłby podział sił: 1/3 koalicja rządząca, 1/3 ludzie Kościoła, 1/3 - ludzie niezależni), jeszcze niżej parlament, w którym koalicja rządząca miałaby 60%, a opozycja i "nasi bezpartyjni przyjaciele" - 40%" (cyt. za: Antoni Maciarewicz, Rzecz o przełomie, Głos 1138-1139)

    No cóż - jakby nie patrzeć Marcin Król z kolegami w trakcie spontanicznych narad i burz mózgów doszedł do rozwiązania, które - niemal idealnie - wpisywało się w scenariusz opracowany przez "stronę rządową" - co najmniej - rok wcześniej (swoją drogą - wielka szkoda, że prof. Król nie pamięta, kto wpadł na pomysł z Senatem...). Dodajmy, że już rok wcześniej "strona rządowa" najwyraźniej znała wynik ustaleń "okrągłego stołu" - jeśli chodzi o rozkład sił w parlamencie (60-65% miejsc dla "strony rządowej", reszta - inni). Czy nie ujmuje to obradom przy „okrągłym stole” żywiołowości? Moim zdaniem – ujmuje, jeśli pominiemy hipotezę, że pomysły „strony rządowej” z 1988 i pomysły prof. Króla i jego kolegów z 1989 zbiegły się tzw. fuksem. Taką możliwość – przykro mi – wkładam między bajki. Moim zdaniem „strona rządowa” przy „okrągłym stole” grała, a „strona społeczna” tańczyła w rytm tej melodii – niezależnie od tego, co się jej wydawało.

    Pozostaje jeszcze historia sekretarki, która - myląc się podczas przepisywania dokumentu - wpłynęła na bieg historii (zakładam, że anegdota o sekretarce jest autentyczna). Czy to możliwe, by coś podobnego mogło się zdarzyć? Czy "strona rządowa" mogła zgodzić się na podobną "wyrwę" w swoim planie? Myślę, że - tak. O ile błąd sekretarki mieścił się w ramach "warunków brzegowych" scenariusza "strony rządowej". Nie twierdzę, że ustalenia „okrągłego stołu” pozbawione były zupełnie cech realnych negocjacji, czy, że nie motał przy stole przypadek. Idzie jednak o proporcje udziału „planu” i „żywiołu”, „spisku” (może lepiej – „manipulacji”) i „negocjacji”, a także o to, kto był głównym rozgrywającym, co rozgrywał i jak mu wyszła rozgrywka. A wyszła – doskonale, choć nie bez kiksów. Dziś wiemy, że życie zaskoczyło "stronę rządową". Jak się wydaje komuniści naprawdę nie spodziewali się aż tak mocnego lania w czasie wyborów. Poległa "lista krajowa", nic nie wyszło z projektowanego układu sił w Senacie. A jednak, jak się okazało, to co udało się komunistom osiągnąć zupełnie wystarczyło, by zapewnić im miękkie lądowanie w nowym ustroju. Warunki brzegowe scenariusza zostały utrzymane - dzięki postawie części "strony solidarnościowej" (czyli "lewicy laickiej"), którą to postawę najlepiej oddają słowa Bronisława Geremka "pacta sunt servanta". No cóż – władza wiedziała jak dobrać sobie „negocjatorów”. Jak to powiedział Wojciech Jaruzelski? "Nie było żadnych formalnych gwarancji, oczywiście, że nie. Ale cała filozofia tych działań, rozmów o podziale władzy, była oczywista. Oddaliśmy władzę tym siłom w "Solidarności", których motywem nie była chęć zemsty" (Tina Rosenberg, Kraje w których straszy, s.275)  

No właśnie...

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
tad9
Czas publikacji:
środa, 06 czerwca 2007 11:17

Polecane wpisy

  • czarny, agresywny kundel

    Niewielki czarny, agresywny kundel terroryzuje jedno z mysłowickich osiedli. W biały dzień zaatakował już dwójkę dzieci. Tylko dzięki szybkiej interwencji sąsia

  • zaległy komunikat

    uwaga: wszystkich, którzy tu jeszcze wpadają informuję, że mój blog został przeniesiony do Salonu24 i funcjonuje pod adresem: http://perlyprzedwieprze.salon24.p

  • zrozumieć Środę...

    Czy można zadowolić Magdalenę Środę? Nie, nie chodzi mi o ten rodzaj satysfakcji, o jakim mogły pomyśleć jakieś świntuchy. Pytam, czy dałoby się zadowolić Środę

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kataryna.kataryna napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/06 11:42:14:

    Bardzo ciekawy temat. Wygląda na to, że opozycja wynegocjowała przy OS to co jej do wynegocjowania przewidzieli komuniści.

    Na początku tego filmu Jacek Kuroń mówi w czasie obrad Okrągłego Stołu bez ogródek po co władza zaprasza i po co opozycja przychodzi na zaproszenie.


    www.hfhrpolmovies.home.pl/index.php?swf=16

  • terencjusz_pl napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/06 12:16:35:

    Zachowujecie się ( myślę o Katarynie również), jakbyście nie umieli logicznie myśleć. Przecież w 89 roku, to nie żadna opozycja odebrała władzę "komunistom", tylko ją otrzymała w prezencie. I tak powinno być. Inny wariant wykluczał pokojowa przemianę. "Komuniści" musieli przedstawić takie warunki, bo inaczej nie uniknęliby słusznego i niesłusznego odwetu od niepragmatycznych durniów, którym się wydawało, że jak hukną to demoludy sie rozpadną ze strachu. Żyłem w tamtym czasie świadomie i doskonale zdawałem sobie sprawę, że wynik okrągłego stołu jest podarunkiem ustępującej władzy dla Polski. Darem niechętnym i przebiegłym, ale dającym pokojowe życie i nie najgorszą przyszłość. Gdyby rządzący wówczas, zgodzili się na udział w rozmowach, szczerych może, ale bezrozumnych wojowników po stronie opozycji, mielibyśmy wariant rumuński i dzisiaj nie celebrowalibyśmy śmierci kilku górników ale, pewnie większą liczbę ofiar niż było ich w zamachu, który zrobił Piłsudski.
    Mądrość okrągłego stołu polegała na tym, że strona ustępująca sama zaproponowała więcej niż opozycja się spodziewała.
    Relacje rożnych ludzi z obrad okrągłostołowych zawsze będą się od siebie różniły, jak wspomnienia męża i żony o małżeństwie, więc sprzeczności będą, ale nie oznacza to, że są kłamstwami. Król nie wiedział może tego, co Orszulik, co swoją drogą ciekawie oświetla ówczesne relacje Państwo - Kościół.

  • gonzo.demon napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/06 14:29:00:

    Podstawy podejrzliwości czy aby „transformacja ustrojowa” nie była efektem spisku biorą się z osobowości podejrzliwych, wychowanych w PRLu z obowiązkową nauką języka rosyjskiego, a pojęcie spisek jest rusycyzmem (od "spisok" - lista) określającym spisane ustalenia Okrągłego Stołu.
    gonzodemon.blox.pl



  • pluto50 napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/08 11:57:50:

    -> Terencjusz-pl

    Tam gdzie dla Ciebie rzecz cała zdaje się kończyć, dla mnie dopiero zaczyna się problem, Terencjuszu-pl złoty.
    Bo cóż to znaczy „”Przecież w 89 roku, to nie żadna opozycja odebrała władzę "komunistom", tylko ją otrzymała w prezencie.”?
    Mogę się zgodzić, co najwyżej, że opozycja nie odebrała władzy komuchom, ale prezentu to w tym manewrze nijak nie potrafię się dopatrzeć.
    Ja także tamten czas przeżywałem świadomie i pamiętam jedynie wszechogarniające poczucie beznadziei i galopującą inflację, które, w stężeniu dużo mniejszym niż nam towarzysze zafundowali, na ogół zawsze eksplodują społecznym niezadowoleniem. Więc dla mnie nie był to prezent a wybieg, rzetelnie przez Tada opisany.
    Innymi słowy było to zwyczajne ratowanie d... a nie żaden prezent. Takim samym prezentem było zapewnienie kompanów Ala Capone, że zgadzają się na uspokojenie nastrojów w Chicago, kiedy szanownego Ala zapuszkowano. I tu trzeba dodać - wybitnego obywatela miasta Chicago, do którego po rady zgłaszali się wybitni chicagowcy żurnaliści i policjanci. Wybacz, ale już większym prezentem wydaje mi się używany stryczek. Wierzącym w jego zbawczą siłę daje ponoć szczęście przez kilka pokoleń jego szczęśliwych posiadaczy.
    Nam komuszy „prezent” przyniósł jedynie zgrabne przeniesienie win za opłakany stan państwa z Rakowskiego & Co. na durniów, którzy aktualnie się przechrzcili na demokratów.pl i już właściwie bez żenady oddają się miłowaniu (na różne sposoby!!!) swoich okrągłostołowych przyjaciół.
    Jeśli idzie o hekatombę w stylu rumuńsko-albańskim, która by na nas spadła gdyby nie owo wytworne „przekazania władzy” to wydaje mi się jest temat bardziej dla pisarzy political fiction, nie historyków. Polityk może czasami sobie spekulować, ale już ocena przeszłości musi dotyczyć faktów. Prawo także unika ocen z serii: „co by było gdyby było” a ludowe przysłowie – „co było, a nie jest nie pisze się w rejestr” – najdosadniej odnosi się do tych wszystkich spekulacji mających, jak mi się zdaje w tym przypadku, jedynie usprawiedliwiać dzisiejszych „fumfli” wspomnianych wyżej demokratów.pl.
    I to tyle na temat prezentów w ogólności, a „komuszych prezentów” w dużym uproszczeniu.
    Z poważaniem

    - pluto.pl dawniej WWW.tow.pluto.prl.

  • terencjusz_pl napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/08 18:16:49:

    pluto50 -- "prezent", rzeczywiście niezupełnie oddaje fakt zmiany władzy, lecz oddaje formę przemian. Co do strasznych niedostatków owego czasu. Chyba zapominasz, że to właśnie za Rakowskiego rozpoczęło sie dosyć gwałtowne zapełnianie rynku towarami,poprzez umożliwienie Polakom handlowania czym się da i jak się da, a galopująca inflacja nie przyniosła głodu, ani biedy. Zwyczajnie wkurwiała do białości i tyle. Transformacja gospodarcza zaczęła się, nim władzę przejęła ekipa Wałęsy. To był dopiero prezent dla opozycji.
    A co do dywagacji, jakby było, gdyby inaczej było, to nie political fiction, tylko analityczne obserwacje zdarzeń z minionej historii świata.
    Śmieszy mnie, zatem, ocenianie w kategoriach moralności wydarzeń politycznych i nadymanie się obecnych herosów uczciwości, że komuchy, że agenci i że zdrada, i że jest źle, bo Kaczyńskiego nikt nie miał wtedy za guru i traktowany był według wzrostu, a nie zdolności (których tu nie oceniam)
    Przypomina to dzisiejsze drętwe gadki eseldowców, że dzięki nim gospodarka ma się lepiej, a Kaczyńscy odcinają kupony od ich dokonań. Jak widać historia wyśmiewa wszystkich bufonów, niezależnie od orientacji, nawet seksualnej.

  • cito1 napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/08 18:17:34:

    Cześć Tadzik :)

  • pluto50 napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/08 20:47:48:

    -> Terencjusz_pl

    Ja tamten czas (ostatnich lat osiemdziesiątych) pamiętam jako gorączkę mniej przypominającą gorączkę złota, a bardziej taką tużprzedzgonną, ale... wiem też, że każdy czas ma swoich zagorzałych zwolenników i nie odmawiam Ci prawa do zachwytów nad prywatyzacją a la Mietek R. i burzliwym rozwojem tak zwanych firm polonijnych.
    Niestety nic na to nie poradzę, że w tamtym gwałtownym, pionierskim czasie, w przeciwieństwie do bankowców i telefonistów wszelkiej maści, jako pracownika służby zdrowia spotkała mnie jedynie pauperyzacja, nie prywatyzacja. I stąd pewnie mój podrażniony woreczek z żółcią. Gdybym dostał tomograf za, powiedzmy, jedną tysięczną jego ceny i na dokładkę z możliwością spłacania owej tysięcznej przez najbliższe sto lat; z opcja umorzenia za dobre sprawowanie, może i ja byłbym bardziej kontent z pokojowych przemian... Kto wie?

  • dr_bloger napisał(a) komentarz datowany na 2007/06/10 14:45:33:

    Do roku 1989 myślałem, że nie może być nic gorszego, niż "komuna". Może. Odczułem to na własnej skórze. Ale już nie ma powrotu.

Dodaj komentarz