komentarze z onetu

Wpis

sobota, 07 lipca 2007

z ręką w nocniku...

    "Białe miasteczko" obrasta imprezami i instytucjami, odwiedzają je ludzie prości i publiczni, politycy i artyści, słowem -  ciągnie do niego kto może, w związku z czym pielęgniarskie koczowisko - jak się to mówi - na trwale wpisało się w kulturalny pejzaż stolicy. Po politykach i artystach ruszyli do miasteczka lewoskrętni intelektualiści - ostatnia miasteczkowa inicjatywa to „biały uniwersytet”.  O ile dobrze usłyszałem z pierwszym wykładem pojawiła się w miasteczku Halina Bortnowska z "Tygodnika Powszechnego", Bortnowska opowiedziała pielęgniarkom o specyfice ich zawodu (!). Nie od dziś wiadomo, że ludzie TP są wszechstronni, niczym - nie przymierzając - blogerzy, ale żeby aż do tego stopnia? Jak tak dalej pójdzie - w 150 dniu protestu zobaczymy w miasteczku księdza Bonieckiego dającego pielęgniarkom kursy udzielania pierwszej pomocy. Ale nim do tego dojdzie w miasteczku zagoszczą inni wybitni myśliciele, wizytę zapowiedziała - na przykład - Kazimiera Szczuka, która mówić będzie - zdaje się - o kobiecych protestach społecznych (szkoda, że nie o cyberfeminizmie...).  

    Taki uniwersytet ludowy, to zresztą dla lewoskrętnych intelektualistów prawdziwa łaska boska, zwłaszcza po tym, gdy Aleksander Kwaśniewski nie dał im się wygadać na swojej konferencji poświęconej obronie standardów demokratycznych. Konferencja ta, jak wiadomo, skończyła się na 4 czy 5 wystąpieniach i zimnym bufecie (przy tym, czy ten drugi był - nie jestem pewien). Nie dać się wygadać intelektualistom! - dość to okrutne. Dawid Warszawski odgrażał się nawet w "Rzeczypospolitej", że skoro tak, to jego noga więcej na podobnej imprezie nie stanie. Pielęgniarki, z racji zawodu, to świetne psycholożki, na pewno pozwoliłyby Warszawskiemu gadać do rozpuku, może więc i on powinien machnąć się do miasteczka z jakimś odczytem (powiedzmy, na temat: "Pielęgnowanie chorych w Starym Testamencie")?

    W tym miejscu kończymy niesmaczne żarty i przechodzimy do pytań poważnych. Oto pierwsze: skąd u lewicowych myślicieli ten nawrót "chłopomanii"? Dlaczego osławiony sojusz intelektualistów z ludem opiewany przez poetów w latach 80-tych, sojusz, który zaczął zdychać gdzieś tak około roku 1987 (jak raz w tym samym mniej więcej czasie, gdy prof. Reykowski nawiązał kontakt ze swoim przedszkolnym kolegą Bronisławem Geremkiem), sojusz, który około roku 1990 był martwy jak głaz, zmartwychwstał nagle w roku 2007? Ostatecznie, w ciągu ostatnich 18 lat, protestów społecznych mieliśmy od groma, i skoro dziś nic nie stoi na przeszkodzie temu, by Halina Bortnowska wyjaśniała pielęgniarkom specyfikę ich zawodu, to cóż przeszkadzało - powiedzmy - Andrzejowi Szczypiorskiemu ruszyć w roku, bo ja wiem?, 1996 do strajkujących górników z wykładem "Problemy emocjonalne pracowników przemysłu wydobywczego"? (nie pamiętam dokładnie, ale jacyś górnicy z pewnością wtedy strajkowali). No, ale tamte lata to był czas, gdy Magdalena Środa wzywała do nie nadużywania instytucji "obywatelskiego nieposłuszeństwa", a w "GW" można było wyczytać, że zbyt łagodne obchodzenie się z protestującymi wiedzie wprost do anarchii...

    Ta osobliwa, kilkunastoletnia "przerwa w chłopomanii" skłania do podejrzeń, że dzisiejszy przypływ uczuć "środowiska" do klasy robotniczej jest nie tyle funkcją miłości do ludu, co funkcją nienawiści do PiS-u. I w tym miejscu pojawia się pytanie o szczerość uczuć z lat 80-tych ? (ja wiem, że dziś to już często inni ludzie, ale formacje te sama, istnieje coś takiego jak ciągłość środowisk). Czy aby w latach 80-tych „lewica laicka” i przykościelna nie poczynała sobie równie instrumentalnie? Czy nie mieliśmy do czynienia z symulowaniem uczuć? Prawdziwie emocje raczej nie zapalają się i nie gasną jak za przekręceniem wyłącznika. A obserwujemy właśnie coś w tym rodzaju...  

    Weźmy stosunki „lewicy laickiej” z kościołem. Oto, gdy nadeszły burzliwe lata 80-te „lewica laicka” rzuciła się w objęcia kościoła z  mocą, która zaskoczyła samego Adama Michnika. Mówił później o latach 80-tych: „Nagle wielką grupę moich przyjaciół opanował jakiś bzik bezkrytycyzmu. Nawet mój przyjaciel Bronek Geremek spędził parę lat jakby na kolanach. Nie można było wyciągnąć z niego jednego krytycznego słowa na temat czegokolwiek w polskim kościele”  Szydził z tego około kościelnego zaangażowania niedawnych antyklerykałów Jerzy Urban, pisujący felietony pod pseudonimem Jan Rem (Urban był w luksusowej sytuacji - służby dostarczały mu sprawozdania z imprez na których występowali prominenci „środowiska”). Z czasem Michnik zgodził się zresztą z Urbanem. Przyznał po latach: „moi klerkowie uprawiali czyste intelektualne wazeliniarstwo, zaś sceny do jakich  dochodziło w kościołach, określił krótko: „po prostu groteska”. Tak było do połowy lat 80-tych,  później  nadeszła zmiana. W miarę rozpadu PRL-u drogi „lewicy laickiej” i Kościołą zaczęły się rozchodzić. A w 1987 roku – jak szczerze ujął to później Jacek Żakowski  - „polityczna odwilż dała nam już tyle luzu, że mogliśmy sobie pozwolić nawet na cierpkie miny części biskupów”

    Okazję do zwrotu ideowo-politycznego wyczuł najszybciej – jak zwykle – Adam Michnik. W 1987 roku publikuje artykuł „Kłopot”. Według prof. Ryszarda Legutki,  tekst ten, wydrukowany „w czasie entente cordiale intelektualistów i kościoła” miał charakter „antycypujący mające nadejść gwałtowne ochłodzenie stosunków między obiema stronami”. Michnik zarzucał intelektualistom – pamiętać wypada, że dla Michnika intelektualista to tyle co przedstawiciel „lewicy laickej” – że, „lecąc” do Kościoła „na łeb i szyję” popełnili zdradę – „drugą zdradę klerków” (pierwszą zdradą miało być zaangażowanie się w komunizm). Intelektualiści przyjęli diagnozę z entuzjazmem i tak, jak niegdyś wcale gładko przeszli od bojowego anty klerykalizmu do „czystego intelektualnego wazeliniarstwa”, tak teraz, w ciągu stosunkowo krótkiego czasu przeszli od „czystego intelektualnego wazeliniarstwa” do  - jak to określono z czasem – „zimnej wojny” z Kościołem”...

I tu przerywamy historyczne wspominki stawiając ostanie już pytanie: co zostanie z dzisiejszej „chłopomanii”, gdy odwróci się sytuacja polityczna, gdy – powiedzmy – Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i Bronisławowi Geremkowi uda się „uratować demokrację”? Zostaną oczywiście pielęgniarki. Z ręką w nocniku...   

Cytaty pochodzą z

R. Legutko, O czasach chytrych i prawdach pozornych
J. Żakowski, Między panem, a plebanem

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
tad9
Czas publikacji:
sobota, 07 lipca 2007 16:36

Polecane wpisy

  • czarny, agresywny kundel

    Niewielki czarny, agresywny kundel terroryzuje jedno z mysłowickich osiedli. W biały dzień zaatakował już dwójkę dzieci. Tylko dzięki szybkiej interwencji sąsia

  • zaległy komunikat

    uwaga: wszystkich, którzy tu jeszcze wpadają informuję, że mój blog został przeniesiony do Salonu24 i funcjonuje pod adresem: http://perlyprzedwieprze.salon24.p

  • zrozumieć Środę...

    Czy można zadowolić Magdalenę Środę? Nie, nie chodzi mi o ten rodzaj satysfakcji, o jakim mogły pomyśleć jakieś świntuchy. Pytam, czy dałoby się zadowolić Środę