komentarze z onetu

Wpis

środa, 22 sierpnia 2007

zrozumieć Środę...

    Czy można zadowolić Magdalenę Środę? Nie, nie chodzi mi o ten rodzaj satysfakcji, o jakim mogły pomyśleć jakieś świntuchy. Pytam, czy dałoby się zadowolić Środę odnośnie chrześcijaństwa? Stosunek Środy do chrześcijaństwa wydaje się prosty. By go uchwycić, sięgnijmy po  historyczną anegdotę. Starsi pamiętają: w grudniu 2004 roku Środa – wtedy rządowa pełnomocnica do spraw zrównania płci – została wypuszczona za granicę, na jakąś tam konferencję. Konkretnie: pojechała do Sztokholmu. Pojechała, wystąpiła i zrobił się z tego – w Polsce – skandal...

    Tu – przerwa. Zanim ruszymy dalej – dygresja o znajomości języków obcych... Rzecz wydaje się prosta: języki się zna, albo nie, przy tym znać je jest lepiej, niż nie znać. Ktoś, kto języki zna, ma więc przewagę nad kimś, kto języków nie zna, jeśli zaś chodzi o brak znajomości – ludzie nie znający języków są sobie równi. Trudno przecież dowodzić, że ktoś nie zna jakiegoś języka „lepiej” niż ktoś inny...  „Lepsza” lub „gorsza” może być jedynie znajomość języka... Proste? Proste. A jednak wszystko to jest bardziej skomplikowane. Otóż, są „lepsze” i „gorsze” nieznajomości języków... Pan Meller – na przykład – może jechać na placówkę do Moskwy nie znając rosyjskiego, i jest to OK., ale gdyby w ambasadory, bez znajomości języka, udał się ktoś, o kim Bronisław Geremek nie mówi „to mój dobry kolega” – byłby to, oczywiście, skandal...

    A co o językach obcych ma do powiedzenia Magdalena Środa? . Otóż Środa do znajomości języków obcych przywiązuje dużą wagę. Uświadamiała niedawno dziennikarza „Rzeczypospolitej” (pijąc do językowych braków Kaczyńskich): „Trzeba pamiętać, że historia Europy to (...) również kultura dworska, kultura salonów, rozmów, towarzyskich spotkań. Kaczyńscy niestety nie mogą tego zrozumieć i nie umieją z tego korzystać, bo obecność tłumacza im to uniemożliwia. To też poważne źródło kompleksów”.

    No dobrze, a co się stało, gdy za granicę – bez tłumacza – wypuściła się pani Magdalena? Otóż, skończyło się to nieszczęściem (o którym niżej), a przy okazji wyszło na jaw, że Środa jest na bakier z angielskim. Donosiła BBC: „M. Środa powiedziała, że ponieważ nie posługuje się biegle językiem angielskim, jej wystąpienie na konferencji było wcześniej przetłumaczone i odczytała je z kartek”.

    O ile dobrze rozumiem wyglądało to więc tak: Środa napisała tekst po polsku, ktoś jej to przełożył na angielski, a ona odczytała rzecz publiczności mechanicznie, ufając w wierność przekładu... Można i tak, ale wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby dziś podobny numer wykonał – i przyznał się do tego - minister z PiS-u ... Ale cóż – widać Środa należy do tych osób, które języków nie znają „lepiej”... Jej szczęście, ale zastanówmy się jak to właściwie jest z tym brylowaniem Środy na europejskich salonach? Oczywiście – Środa może znać świetnie 15 innych języków, ale ten angielski... Czy „nie posługując się biegle” akurat TYM językiem można dziś błyszczeć w salonie? Przypuszczam, że – mniej więcej – tak, jak w XIX wieku bez znajomości francuskiego ...  Angielski to wszak „język dworski” naszych czasów.

    Dobrze. Dość dygresji. Wracajmy na sztokholmską konferencję. Cóż takiego palnęła w Szwecji Środa? Cytuję za „Wirtualną Polską”: Pani minister oznajmiła, że choć katolicyzm bezpośrednio nie popiera, ani nie sprzeciwia się przemocy, jednak pośrednio ma na nią wpływ – ze względu na patriarchalną dominację Boga Ojca w tej religii”. Tak to mniej więcej wyglądało. Swoje teorie na temat chrześcijaństwa Środa zresztą twórczo rozwija: niedawno oznajmiła, że – jej zdaniem - chrześcijaństwo nie służy świadomości klasowej, albowiem obiecuje nagrodę w zaświatach...  Krótko mówiąc: Środa chrześcijaństwa nie ceni, przeciwnie – uważa, że jest to doktryna złowroga, przynosząca więcej szkód, niż pożytku... I niby wszystko jest jasne, ale z drugiej strony....

    Z drugiej strony z publicystyki Środy zdaje się wynikać, że boleje ona nad kondycją katolicyzmu w Polsce.... Oto, po śmierci Jana Pawła II, Środa– z wyraźną nutką przygany -  pisze w „Rzeczypospolitej”: „Jeszcze kiedy żył, był raczej podziwiany niż słuchany, adorowany, niż analizowany” (M. Środa, Postać mistyczna, Rzeczpospolita 77.04.2005). Dziwne. Bo – na zdrowy rozum – co powinien napisać o pierwszym szerzycielu doktryny ktoś, kto owej doktryny nie ceni? Chyba raczej coś w stylu: „Na szczęście przekaz tego ponurego typa nie był ani słuchany, ani analizowany”... Albo – zupełnie już niedawno – Środa w tekście „Stopień z Anioła Pańskiego” (GW 20.08.2007)  pisze, że wiedza adeptów szkół średnich o „podstawowych elementach katolicyzmu” jest „bliska zeru”, że przeciętny uczeń „nie zna Biblii, nie umie wyrecytować dekalogu, nie wie jak się ma Stary Testament do Nowego, co to są księgi kanoniczne i kim był Hiob”, jeśli zaś chodzi o przekazywanie uczniom wartości , to „jak i czy robią  to rzeczywiście katecheci” pozostaje dla Środy tajemnicą...

    I znów – czego można by się spodziewać w tym miejscu po kimś, kto uważa, że katolicyzm pobudza do bicia żon i ogłupia klasę robotniczą?  Chyba – wyrazów satysfakcji. Czegoś w rodzaju – „dobra nasza – nikt tego wszystkiego nie bierze na poważnie”, albo – „cała para idzie w gwizdek”... Tymczasem: nic podobnego. Takie motywy wcale się u Środy nie pokazują. Sądząc po kontekście – nieskuteczność katechezy Środę raczej uwiera, niż cieszy... Zupełnie jak w anegdocie o Żydzie, który przychodzi do baru, zamawia obiad, zjada, po czym wzywa szefa i oznajmia, że jego noga nie stanie więcej w tym lokalu, bo – po pierwsze – jedzenie jest paskudne, a – po drugie – porcje za małe... Czy można zrozumieć tą kobietę?

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
tad9
Czas publikacji:
środa, 22 sierpnia 2007 18:51

Polecane wpisy

  • czarny, agresywny kundel

    Niewielki czarny, agresywny kundel terroryzuje jedno z mysłowickich osiedli. W biały dzień zaatakował już dwójkę dzieci. Tylko dzięki szybkiej interwencji sąsia

  • z ręką w nocniku...

    "Białe miasteczko" obrasta imprezami i instytucjami, odwiedzają je ludzie prości i publiczni, politycy i artyści, słowem - ciągnie do niego kto może,

  • Środa - zrównywaczka

    Moja ulubienica Magdalena Środa nie dawała ostatnio o sobie znać, myślałem nawet, że zeszła do głębokiego podziemia, albo emigrowała, a tu okazuje się, że nie,

Komentarze

Dodaj komentarz

  • wgj8515 napisał(a) komentarz datowany na 2007/08/22 21:41:11:

    Ty jesteś wyjątkowo czepliwa jednostka. Nie wolno pamiętać tego co Środa napisała 3 dni temu a nie daj Boże 3 miesiące albo 3 lata temu. Tak samo jak nie wolno pamiętać tego co pisała przed 1956 rokiem W.Szymborska. Bo takie pamiętanie i rozpamiętywanie to jest zawiść, małość i faszyzm. I Ty to sobie lepiej zapamiętaj raz na jutro, żebyś więcej nic nie pamiętał. A wtedy pójdziesz do wyborów zachęcony przez "drogiego Bronisława" i zagłosujesz na kogo trzeba, a nie na jakichś oszołomów.
    A zapomniałem jeszcze dodać, że nie wolno cytować wypowiedzi "naszych wybitnych mężów stanu", których udzielają prasie zagranicznej, bo to też jest "myślenie i działanie faszystowskie", takie wypominanie wypowiedzi, które są skierowane do "światłych jewropejczyków" , a nie do tego motłochu nad Wisłą, który "nie dorósł do demokracji" [cytat oryginalny: B.Geremek]

    Zapraszam również do siebie: pulldragontail.blogspot.com/

  • filkower napisał(a) komentarz datowany na 2007/08/24 17:56:46:

    Co by się działo gdyby podobny numer wykonał ktoś z PIS-u? Nic. Wystarczy obejrzeć angeilskojęzyczną konferencję byłego już wicepremiera i Ministra Edukacji - ten nawet przeczytać poprawnie nie potrafi, albo posłuchać minister Fotygi w jakimkolwiek języku (w tym wypadku kategoria języka obcego jest specyficzna - wszytskie są obce)

  • tees1 napisał(a) komentarz datowany na 2007/08/29 16:25:07:

    Szkoda czasu na czytanie/sluchanie Srody.

  • zbawieni napisał(a) komentarz datowany na 2007/08/29 16:39:34:

    Jak to dobrze, że środa już się kończy i jutro czwartek:)
    Pani Środa trochę poszczeka a karawana będzie szła dalej. Niepokojące jest to, że swoją tendencyjną niechęcią do chrześcijaństwa zaraża innych.

    mobi

  • blizna5 napisał(a) komentarz datowany na 2007/08/29 22:00:05:

    Dla Hitlera głównym ZŁEM tego świata są ŻYDZI, zaś...

    Zaś dla LEWAKÓW głównym ZŁEM tego świata są ludzie WIERZĄCY.

    SASZENKO... Naziści stali się ludobójcami dopiero w XX wieku, gdy w lewackim świecie trwała już krwawa łaźnia na niespotykaną skalę... Skalę, przy której zbrodnie Hitlera bledną całkowicie (6 milionów ofiar).

    Do tego wy, LEWACY, zaczynaliście dużo wcześniej... Wpierw od dziesiątek TYSIĘCY ofiar... Zaś w XX wieku liczba OFIAR myśli LEWICOWEJ przekroczyła już 100 MILIONÓW!!!

    A najciekawsze w tym wszystkim jest to... że Hitler, podobnie jak prorocy LEWACCY, głosił... że jego głównym celem jest WALKA z największym ZŁEM tego świata, oraz walka o POKÓJ na świecie!

    Jedyna RÓŻNICA miedzy WAMI jest taka, że Hitler WIDZIAŁ główne ZŁO w ŻYDACH, zaś wy, LEWACY, w ludziach WIERZĄCYCH.

    Bo niewyobrażalne ZŁO skryte za pieknymi i chwytajacymi za serca HASEŁKAMI - szatańska metoda kupowania "cukiereczkami" serc i dusz ludzi naiwnych, głupiutkich, wrażliwych - zostało zrodzone właśnie z tych CHORYCH i utopijnych ideii.

Dodaj komentarz