komentarze z onetu

Wpisy

  • poniedziałek, 31 lipca 2006
    • ojczyznę wolną racz nam zwrócić...

          Jak doniósł w sobotnim "Dzienniku" Robert Mazurek, moja ulubienica Magdalena Środa wpadła na pomysł, by powołać "symboliczny rząd na wychodźstwie". Pomysł zdaje się nie wypalił (chyba, że stworzono rząd konspiracyjny), czego żałuję, byłoby to bowiem świadectwo zupełnego już odlotu rozumu w środowisku elity lewoskrętnej. No ale cóż, skoro symbolicznego rządu na wychodźstwie powołać nie chcą, to widać istnieje jeszcze, niestety, jakaś nitka zdrowego rozsądku łącząca ich z rzeczywistością. Ale nie traćmy nadziei, Może Środa do pomysłu wróci, tym razem z lepszym skutkiem. Czego nam wszystkim życzę.

          Symbolicznego rządu nie ma, ale sam pomysł daje do myślenia, zwłaszcza, że nie jest to pierwszy projekt odwołujący się do mitologii narodowej, który zrodził się w tym środowisku po ostatnich wyborach. Najwyraźniej w skutek powyborczego szoku lewoskrętniej elicie odpaliły  się w głowach schematy zachowań znanych z czasu okupacji, i, może bardziej, z czasów stanu wojennego. Jest to, przyznaję, dość dziwne, zważywszy, że mamy do czynienia z osobnikami lubiącymi zarzucać innym "anachroniczność", zbytnie umiłowanie gestów i skłonność do lubowania się w patriotycznym męczeństwie.  Wszyscy oni przecież ssali pierś Gombrowicza, Mrożka, i innych adeptów szkoły szyderców, a tu proszę - jak tylko przyszły na nich cięższe dni zrobili użytek z najlepszych archetypów narodowej martyrologii. Tylko patrzeć jak feministki zaczną nosić żelazną biżuterię do czarnych sukien i zamawiać msze za ojczyznę u Szymona Niemca, który został ponoć diakonem Wolnego Kościoła Reformowanego. W sumie, dość to optymistyczne, bo skoro korzystają z takich akurat odniesień, to widać lepszych nie mają, i - najwyraźniej - nie uznają ich za takie znów "anachroniczne". Zresztą, w ogóle wydają się dość staroświeccy. Ot, by daleko nie szukać, pojęcie inteligencji mają, jak wynika z tego, co pisał ostatnio Karol Modzelewski, już nawet nie XX wieczne, ale wręcz XIX wieczne. Ale co tu będziemy gadać o nowoczesności, skoro - jak wyczytałem w ostatnim numerze "Respubliki Nowej" - dla takiego na przykład profesora Króla, który napisał książkę "Patriotyzm przyszłości" wzorem dla Europy jutra jest Imperium Otomańskie z przedwczoraj. No i co tu robić? Chciałby być człowiek zakutym reakcjonistą, a tu go zawsze jakiś postępowiec przebije. Ech...
       


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „ojczyznę wolną racz nam zwrócić...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 lipca 2006 16:50
  • czwartek, 27 lipca 2006
    • polityczna prognoza pogody

          Mogłoby się wydawać, że po sukcesach sondażowni w czasie ostatniej kampanii wyborczej mało kto będzie się sondażami przejmował, ale - nic podobnego. Sondażami wszyscy ekscytują się jak dawniej, o czym świadczy najlepiej gorliwość, z jaką politycy chcą nas przekonać, że sondaże nic ich nie obchodzą.  Ostatnie sondaże pokazały spadek notowań Platformy Obywatelskiej, poseł Schetyna orzekł, że to skutek upałów i sezonu urlopowego. Co sugerował? Czy to, że na urlopy powyjeżdżali wyborcy PO, czy, że wyjechali życzliwi PO spece od sondaży? Nie wiadomo. Tak czy inaczej wypowiedź Schetyny wpisuje się w serię wypowiedzi polityków PO, z których wynika, że przeciw Platformie sprzysięgły się pogoda i pory roku. Wysysanie poparcia przez suszę, to jeszcze nic. Sprawa jest poważniejsza: lato najwyraźniej paraliżuje wolę politycznego działania liderów Platformy. Oto Donald Tusk zapowiedział, że PO zajmie się organizowaniem obywatelskiego protestu, ale - w październiku. Przepraszam, ale dlaczego w październiku? Społeczeństwo obywatelskie zagrożone, demokracja ledwie dyszy, a lider opozycji mówi: "zajmiemy się tym!...po wakacjach..."? Jak tak można?! Przez te trzy miesiące reżim jeszcze więcej pozawłaszcza, i jeszcze mocniej się okopie! Rozumiem - rzecz trzeba przygotować, ale przygotowywać tyle czasu? Pospolite ruszenie w XVII wieku zbierało się szybciej bez telefonów, telefaksów, internetu i reszty gadżetów ułatwiających mobilizację. Nie dałoby się szybciej z tymi protestami?

          Odpowiedź szczera, na którą Tusk nie może sobie pozwolić brzmi: nie dałoby się, bo dopiero w październiku zaczyna się rok akademicki, a zanim się nie zacznie nie może ruszyć spontaniczna, a jakże, "rewolta młodzieży", pod którą PO chce się podpiąć ze swoim "protestem obywatelskim". Gdyby PO wyskoczyła z tym "protestem" powiedzmy pod koniec sierpnia, wyszłoby z tego wielkie nic. Od dobrych 150 lat dobrze wiadomo (policyjnym prowokatorom i rewolucjonistom), że bez studentów - ani rusz. Bardzo jestem ciekaw jak to się wszystko skończy, także dla PO. Może być różnie, zważywszy, że dla mających być motorem spontanicznej "rewolty młodzieży" anarchistów, trockistów, feministek, aktywistów gejowskich i całej reszty lewackiej drobnicy awansowanej na "młodzież", jest PO czymś niewiele lepszym od PiS-u, jako partia zwolenników kapitalizmu i beznadziejnych konserwatystów obyczajowych. Z faktu, że to PO się podpina pod "młodzież", a nie "młodzież" pod PO, wynika, że nie do PO należy tu polityczna inicjatywa, PO reaguje, a nie inicjuje, kto inny jest "mózgiem" całej tej operacji, i kto inny może ostrzyć sobie zęby na zysk.

          Przemknęła gdzieś bokiem informacja, że SLD, SdPl i PD stworzą wspólną listę w wyborach samorządowych (w związku z koniecznością "obrony III RP i reguł demokracji"). No - jeśli trzeba bronić "dorobku III RP", to można nawet w towarzystwie "Szmai" Szmajdzińskiego, choć to żadna atrakcja. Co ciekawe, Jan Lityński promujący ideę tego "centrolewu" oznajmił, że rozumie wątpliwości etyczne związane z sojuszem z SLD, i to rozumie do tego stopnia, że sam w ramach "centrolewu" kandydował nie będzie, nie ukrywał też, że wejście "Demokratów" w takie układy dać ma w efekcie "poprawienie wizerunku lewicy". Zgoda - w wyborach PD dostała 2,45% głosów, wiele to nie jest, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że tam gdzie "Demokraci", tam zaraz pojawia się życzliwe zainteresowanie mediów. Gdybym nie wierzył, że mamy niezależne media, doszedłbym do wniosku, że mają "Demokraci" w mediach jakieś tajemnicze układy, ale kto dziś jeszcze wierzy w układy? Media po prostu "Demokratów" lubią, i lubią tych, których lubią "Demokraci", zresztą, nie tylko o media tu idzie, więc z tym "poprawianiem wizerunku lewicy" może coś być na rzeczy. Co powinno dać do myślenia liderom PO, bo może się okazać, że gdy spece od sondaży wrócą z wakacji, będą mieć już innych idoli...    

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „polityczna prognoza pogody”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 lipca 2006 17:05
  • środa, 26 lipca 2006
    • wypisy z kroniki zaskoczeń

          1. Jeden z głównych argumentów, którym kusili nas zaprzysięgli zwolennicy wejścia do Unii Europejskiej brzmiał: Polacy będą mogli wyjeżdżać do pracy do krajów Unii. Prezydent Kwaśniewski był nawet tak miły, że przysłał mi broszurkę, która miała mnie przekonać do poparcia akcesji, a w broszurce stało: "...poczynając od pierwszego dnia członkostwa Polacy będą mogli bez przeszkód podejmować pracę w niektórych, a po kilku latach we wszystkich krajach Unii Europejskiej". I - jak rzadko kiedy -  Kwaśniewski nie kłamał, do Unii weszliśmy, Polacy ruszyli za granicę. Ledwo ruszyli, a ci sami osobnicy, którzy wyjazdami kusili, poczęli wołać, że to nieszczęście, do tego zawinione w dużym stopniu przez ... nowy obóz władzy. W "Wysokich Obcasach" wydrukowali nawet list, którego autorka pisze, że licząc na zwycięstwo Tuska zainwestowała z mężem w domek i zaszła w ciążę, a tu masz!, Tusk przegrał, więc trzeba emigrować (nie wymyśliłem tego! Kto nie wierzy, nich zobaczy - WO 29/319). Mam wielką nadzieję, że list jest autentyczny, mówi się, że wyjeżdżają najmądrzejsi, list byłby mocnym dowodem, że nie tylko oni, ale wracajmy do wyjazdów. W 2001 roku sondaże pokazywały, że do pracy w UE ma ochotę się wybrać czterdzieści pięć procent Polaków między 16 a 29 rokiem życia, dwadzieścia trzy procent mających 30-49 lat i dziesięć procent tych, którzy przekroczyli 50-tkę (Do UE wybiera się młodzież, Rzeczpospolita, 10.07.2001). Czy - biorąc pod uwagę stan kraju po kilkunastu latach "transformacji ustrojowej" - nie należałoby się raczej dziwić, że wyjeżdża dziś tak mało Polaków? Zasługa PiS?

          2. Ze zdumieniem dowiedziałem się, że twór zwany Trójkątem Weimarskim jest czymś niezmiernie ważnym, zgoła kluczowym dla polskiej polityki zagranicznej. Dotąd można było odnieść wrażenie, że Trójkąt jest tworem półmartwym, jeśli nie po prostu martwym, czymś co powstało kilkanaście lat temu i z czym wiązano wówczas pewne nadzieje, ale co te nadzieje raczej zawiodło, niż spełniło. Pozostała dyplomatyczna atrapa dająca okazję do mało ważnych spotkań. W tym mniej więcej duchu wypowiadał się o Trójkącie na przykład Robert Sołtyk w roku 2005 na łamach "GW", przy okazji szczytu Trójkąta w Nancy ("Dziś (...) w Nancy odbędzie się szczyt Trójkąta Weimarskiego, czyli rozpoczętej przed 14 laty w mieście Goethego nieformalnej współpracy Francji, Niemiec i Polski w jednoczącej się Europie. Trójkąt ten miał zbliżyć nas do Unii i ułatwić nam pojednanie ze zjednoczonymi Niemcami, i jako taki rolę wypełnił. Byty dyplomatyczne mają to do siebie, że łatwo nie umierają, więc mimo znacznej różnicy "wagi politycznej" partnerów współpracę się kontynuuje. Przeżywała ona swoje wzloty i - częściej - upadki"). Mam przeczucie, że gdyby szczyt Trójkąta się odbył usłyszelibyśmy komentarze w stylu: "oczywiście, dobrze, że się spotkali, ale to kurtuazja dyplomatyczna, a czas brać się za poważne robienie polityki!", ale, że szczytu nie było, dowiedzieliśmy się, że spotkała nas katastrofa, może nie tak wielka jak rozbiory, ale niewiele mniejsza...

          3. Ledwie tylko Roman Giertych wyskoczył z pomysłem: "wychowanie patriotyczne w szkołach!", okazało się, że najlepszym miejscem do uprawiania wychowania patriotycznego jest ... rodzina. Właśnie tak: rodzina. Ten rozsadnik antysemityzmu i homofobii, siedlisko prymitywnego, płytkiego polskiego katolicyzmu,  miejsce patriarchalnej opresji kobiet i dzieci jest tym miejscem, w którym najskuteczniej nauczać można nowoczesnego patriotyzmu dostosowanego do epoki globalizacji. Do tego przynajmniej usiłują przekonać nas ludzie, którzy w zarysowany wyżej sposób widzą statystyczną polską rodzinę. To jeszcze nie koniec zaskoczeń. Okazuje się oto, że w szkole patriotyzmu nauczać nie tylko nie potrzeba, ale nawet nie można, byłoby to bowiem działanie kontr-skuteczne. Szkoła jest w stanie co najwyżej patriotyzm uczniom obrzydzić. Ale tolerancji uczyć w szkole da się. A nawet wypada to robić. Jest to - zaiste - pedagogiczna zagadka. Dlaczego szkoła patriotyzm może tylko obrzydzać, a tolerancję może skutecznie wpajać? Ostatecznie i w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia nie tylko z procesem przyswajania zasobu pewnych informacji, ale i z kształtowaniem postaw, wyrabianiem nastawień, itd., itd. Co takiego jest w patriotyzmie, lub tolerancji, czego w patriotyzmie, lub tolerancji nie ma, że jedno się da, a drugie nie? Nie wiadomo...

          4. Magdalena Środa, od kiedy straciła rządową synekurę stała się piewczynią ... wolności wypowiedzi, jako wartości samoistniej. Trafiłem niedawno na taką jej tyradę: "Wolność wypowiedzi jest jedną z tych swobód, o które przez lata i z namiętnością walczyliśmy. I w końcu wywalczyliśmy. Po co? By ją ograniczać. Czym? Wszystkim: "uczuciami religijnymi", "interesem państwa", "moralnością publiczną" lub "interesem społecznym". Bo wolność wypowiedzi nie jest już dobrem wspólnym, lecz jakiemuś innemu dobru ma służyć i przez jakieś inne dobro ma być ograniczana. Jakie? Wiedzą o tym ci, którzy mają władzę, ale czy wiedza ta jest czymś innym niż przekonanie o słuszności owej władzy, tego już nie wie nikt". Na Boginię pani Magdaleno! Przecież wystarczy pogrzebać trochę w starych (nie takich znowu starych) gazetach, żeby trafić na coś takiego: "Reklama, która obraża kobiety.(...).Minister Środa uważa, że takie reklamy naruszają przepisy o równym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Chce, by zniknęły z publicznej telewizji". Dalej czytamy, że, według Środy, reklamy te stanowią "naruszenie podstawowych zasad etyki", oraz "są szkodliwe społecznie", dowiadujemy się też, że Środa proponuje "powołanie instytucji, która analizowałaby reklamy i odrzucała te, które sprzyjają dyskryminacji kobiet" (Blondynka rozmawia z pralką, GW, 10/05.2005). Co to jest jeśli nie ograniczanie wolności słowa w imię określanego przez władzę "interesu społecznego" i próba wprowadzenia cenzury? Wstyd pani Magdaleno ....     

      PS

      Rozwiązanie konkursu: autorem przytoczonej wypowiedzi jest prof.Śpiewak, zaskakująco wiele osób rozpoznało ten styl, zważywszy na aktualny "dyskurs PO". Uwaga dla Złego Wilka - o przeglądzie medialnym nie zapomniałem, ale upał wysysa ze mnie siły, uwaga dla Kataryny - o podsumowaniu też pamiętam, ale - patrz uwaga o upale...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „wypisy z kroniki zaskoczeń”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      środa, 26 lipca 2006 20:16
  • poniedziałek, 24 lipca 2006
    • wakacyjny konkurs

      Poniżej przedstawiam przykład radykalnego deprecjonowania dorobku 3rp, przykład brutalnego ataku na środowiska prawnicze, tudzież przykład paranoicznej wizji Polski zdominowanej przez "układy". Pytanie konkursowe: kto jest autorem tego kuriozum? Dla ułatwienia dodam, że autorem nie jest Jarosław Kaczyński (Lech też nie).


      "Postulat reformy jest w istocie obroną tego, czego najbardziej brakuje w kraju, czyli sfery polityczności. Politycy w istniejących strukturach nie są zdolni do konstruktywnego działania. I to jest istota problemu. Pytania można by mnożyć: jest to kwestia prawa, funkcjonowania sądów i prokuratorów, utrata wiarygodności zarówno przez tych, którzy mają ścigać przestępców, jak i tych, którzy mają orzekać o ich winie. Skandal goni skandal, kolejne komisje śledcze odkrywają wręcz całą sieć powiązań o charakterze mafijnym. Czytając gazety lub oglądając telewizję można odnieść wrażenie głębokiego upadku państwa, nawet jego postępującym rozkładzie. Wiem jedno, że w tym stanie rzeczy uznać należy za najważniejsze przywrócenie funkcjonalności państwu. Mamy bowiem do czynienia z dekoracyjną demokracją i istnieniem ukrytego państwa, za kulisami którego działają różnego rodzaju lobby i grupy nacisku. IV RP to hasło zerwania z sytuacją nieuzasadnionego paraliżu władzy i nieuzasadnionego procesu wyradzania się klasy politycznej".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „wakacyjny konkurs”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 lipca 2006 21:18
  • niedziela, 23 lipca 2006
    • pornografia polityczna

          Demokracja, jak wiadomo, byłaby ustrojem równie dobrym jak monarchia, gdyby nie demos. Ten bywa nieprzewidywalny. Oczywiście, zasadniczo rzecz biorąc, Sternicy Masowej Wyobraźni sterują poglądami ludu na tyle sprawnie, że lud głosuje jak powinien (a przynajmniej nie głosuje jak nie powinien), ale czasami zdarzają się kiksy: demos robi coś zaskakującego. Unia Europejska bliska jest zdaje się wypracowania patentu usuwającego tę przypadłość, pewne głosowania w sprawach europejskich powtarza się do skutku, albo nie zwraca się uwagi na wyniki (słyszałem, że budowa instytucji przewidzianych przez „konstytucję europejską” idzie pełną parą, choć konstytucja padła), ale – póki co – patent ten nie jest jeszcze obowiązujący, w związku z czym demokraci przeżywają od czasu do czasu trudne chwile. I te chwile lubię najbardziej. Opada wtedy nieco piana retoryki i ukazują się nagie mechanizmy polityki. Prawdziwa polityczna pornografia... I coś takiego zdarzyło się nam w Polsce. Demos, choć nakłaniany wszelkimi możliwymi sposobami, by zagłosować tak, zagłosował inaczej. I od razu od szczerzy demokraci naodsłaniali nam całe mnóstwo pikantnych ciekawostek.  

          Weźmy na przykład sprawę „spiskowej teorii dziejów”. Który szczery demokrata powie o teoriach spiskowych dobre słowo? Gdy demokratyczna maszynka działa bez zarzutu – żaden. A w momencie „kiksu””? To co innego. Wróćmy do tekstu Żakowskiego poświęconego „doktrynie przyjaciół”. Co chce nam powiedzieć Żakowski? Ano ni mniej, ni więcej tylko tyle, że przyjęcie Polski do NATO i UE to sprawka kilkudziesięciu znajomych profesora Geremka. Jak by nie patrzeć, wychodzi na to, że  polityczno – ekonomicznym ustawianiem kontynentu rządzą nie żadne „chłodne kalkulacje”, polityczne czy gospodarcze konieczności, ale koleżeńskie układy. Jeśli nie jest to jakaś wersja „spiskowej teorii dziejów”, to co to jest? Żakowski już wcześniej dał się poznać jako zwolennik spisków, ale były to spiski lokalne, by nie powiedzieć prowincjonalne, ot wymyślił, że „listę Wildsteina” wyniesiono z IPN, by zablokować lustrację, teraz doszedł już Żakowski do spisku o rozmiarach kontynentalnych, kto wie – może skończy na wszechświatowym? Tak czy owak – witamy gorąco Jacka Żakowskiego w szeregach zwolenników teorii spiskowych, gdy następnym razem będzie opowiadał nam o ślepych siłach globalizacji w sposób nieuchronny pchających dzieje w określonym kierunku, przypomnimy mu „spisek przyjaciół profesora Geremka” ...

          Nieco innego rodzaju goliznę polityczną pokazał nam niedawno pan Sadurski, znany liberał. Przypomnijmy, wersja oficjalna brzmi: w demokracjach dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane przez prawo. Skoro – na przykład – jakaś partia jest partią legalną, może robić wszystko, co mogą robić i inne legalne partie, może na przykład, jeśli ma wyborczy fart, wejść do parlamentu i stworzyć rząd. Tak brzmi wersja oficjalna, a co na to pan Sadurski? A figę! – mówi pan Sadurski – pewne partie, choć legalne, pewnych rzeczy nie mogą, bo ... zabrania im obyczaj. LPR na przykład może, zdaniem Sadurskiego, wegetować sobie legalnie na marginesie sceny politycznej, ale w żadnym razie nie może zajść za wysoko, bo to nieobyczajne. Kto i dlaczego ustanawia takie obyczaje? To już pytanie na inną okazję, dziś zadowolimy się jedynie konstatacją, że całe to gadanie o demokratycznej równości i o prawie jako głównym regulatorze życia w demokracjach jest mocno dęte...

          Na koniec sprawa mniejszego kalibru: w trudnych chwilach demokraci robią się bardziej szczerzy. Niedawni pewnego szumku w bloggerskiej społeczności narobił pan Waldemar Kuczyński, który w swoim blogu przedstawił takie mniej więcej życzenia dla nowego rządu: "Życzę porażek na wszystkich frontach, bo każde zwycięstwo tego Układu to porażka dla Polski i zagrożenie dla wolności. Życzę także porażek gospodarczych, choć za to płacą ludzie". Kuczyński szybko się swojej szczerości przestraszył i wpis wycofał, no ale cóż – złośliwcy zdążyli życzenia skopiować, więc z tego wycofywania niewiele przyszło. Zdaje się, że sporo racji miał Nicolas Gomez Davila, gdy zauważył: „Przestraszony postępowiec nie zna ani współczucia ani uprzejmości”. I to też jest jakaś nauka, którą z całej tej politycznej pornografii warto wynieść...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „pornografia polityczna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 lipca 2006 18:59
  • poniedziałek, 17 lipca 2006
    • na układy nie ma rady?

          Od Jacka Żakowskiego, a jest to zdaje się osoba dobrze zorientowana, dowiedzieliśmy się właśnie, że polska polityka zagraniczna ostatnich kilkunastu lat była właściwie prywatną polityką Bronisława Geremka (wiem, wiem - żadna to rewelacja, ale w końcu powiedział to głośno ktoś taki jak Żakowski). Rządziła ową polityką "doktryna przyjaciół", zasadzająca się na sieci osobistych relacji z "ważnymi postaciami światowej polityki". "Nie chłodne rachuby, gospodarcza czy polityczna konieczność albo spontaniczne przekonanie zachodnich społeczeństw zadecydowały o przyjęciu Polski do NATO i UE, ale kilkudziesięciu wysoko postawionych przyjaciół głównie w Niemczech, Ameryce i we Francji" - pisze Żakowski. Przyjaciół nie tyle Polski, co Bronisława Geremka.

          I tu pojawiają się pytania. Bo o ile rzeczą zwykłą jest, że znajomości prywatne grają rolę w polityce zagranicznej, o tyle w tym przypadku wydaje się, że poszło to już zbyt daleko, że chodzi już nie o wykorzystywanie znajomości prywatnych jako jednego z narzędzi uprawiania polityki, ale o sprywatyzowanie polskiej polityki zagranicznej. Że tak jest zaświadcza sam Żakowski, mówiąc nam, że bez Geremka polityki takiej kontynuować się nie da, choćby i PiS chciał. Co by nie mówić - wygląda to na typowy "układ". O polityce nie decydują struktury i funkcjonariusze państwa, ale prywatne znajomości pewnego pana, któremu co prawda zdarzało się pełnić funkcję szefa MSZ czy szefa sejmowej komisji spraw zagranicznych, ale, który i bez tych funkcji pozostawał - jak ujął to Żakowski -  "spiritus movens" polskiej polityki zagranicznej, a to dzięki temu, że zainstalował w MSZ grupę "swoich ludzi". Niedawno mogliśmy się dowiedzieć (z "Rzeczypospolitej"), że grupa ta liczy około 50 osób, że uformowała się na początku lat 90-tych, i, że kręci MSZ-em po dziś dzień.

          Nie oceniam tutaj, choć byłoby o czym mówić, jak ten "układ" przysłużył się krajowi. Załóżmy, że przysłużył się znakomicie. Nie w tym rzecz. Idzie o sam sposób uprawiania polityki, oparty na prywatnych znajomościach i lojalnościach. Jest to - jako się rzekło - polityka sprywatyzowana, właściwie wyprowadzona poza struktury państwa, chociaż mogąca się w nich mieścić - o ile aktualnie rządzący zechcą "układ" respektować obsadzając stanowiska ludźmi "układu" lub przynajmniej przez "układ" akceptowanymi.
       
      Wiele wskazuje na to, że mamy właśnie do czynienia z sytuacją, w której, z jednej strony nowy obóz władzy nie chce "układu" respektować, z  drugiej zaś  strony "układ" ani myśli  zrzec się  swoich  wpływów. To  zresztą wyczytać mogliśmy z tekstu Jacka Pawlickiego, który ukazał się niedawno w "GW", Pawlicki pisał: "Nowa minister zaczyna wcielać w życie hasło o odzyskaniu MSZ wygłoszone na niedawnym kongresie przez Jarosława Kaczyńskiego. Chce więc wymienić 50-60 osób ze ścisłego kierownictwa MSZ, które współkształtowały politykę zagraniczną  Polski od 15 lat i do dziś są  bardzo wpływowi".

      Bardzo jestem ciekaw,  jak zachowaja się tych "kilkudziesięciu wysoko postawonych przyjaciół" Bronisława Geremka. Ostatecznie, jeśli prawdą jest, że mogli sprawić, że Polska znalazła się w NATO i UE, to - kto wie - może są w stanie zorganizować jakiś - bo ja wiem? - "atak spekulacyjny na polską złotówkę" jeśli drogi Bronisław ładnie poprosi... Swoją drogą - warto by profesora zapytać, czy aby nie załatwił przyjaciołom w Polsce czegoś, co nie wynikało ani z chłodnej rachuby, ani z konieczności gospodarczej czy politycznej, ani ze spontanicznego przekonania społeczeństwa. Ostatecznie - przyjaźń zwykle działa w dwie strony...

      A Jackowi Żakowskiemu dziękujemy za przyznanie, że "układy" istnieją i są potężne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (26) Pokaż komentarze do wpisu „na układy nie ma rady?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 lipca 2006 16:36
  • piątek, 14 lipca 2006
    • 3rp w pigułce

      Przeglądając blog Adama Haribu trafiłem na tekst niezwykły - sprawozdanie z otwarcia nowej siedziby Agory w marcu 2002 roku. Gdyby napisał to jakiś pisarz, uznałbym rzecz za przeładowaną symbolami. Bo dziś, gdy znamy dalszy ciąg tej historii, za symbol wziąć tu można bodaj każdą postać, motyw czy rekwizyt, począwszy od "budzącej u wielu VIP-ów sentyment" stalinowskiej piosenki propagandowej, którą obrano za podkład muzyczny, poprzez coś w rodzaju ambony, z której przemawia Adam Michnik, na święcącym siedzibę księdzu-kapusiu skończywszy. Zaprawdę! Ten krótki tekścik  mówi o oligarchii postkomunistycznej i rzeczywistości 3rp więcej, niż niejeden tom uczonych analiz.

      Jeszcze krótkie wprowadzenie w epokę. A więc: wciąż trwa złoty wiek oligarchii, ale to już jego schyłek. Zebrani nie mogą o tym wiedzieć - przynajmniej większość z nich - my jednak wiemy, że mechanizm, który wkrótce zaowocuje aferą Rywin-Michnik został już puszczony w ruch. 15 stycznia 2002 roku KRRiTV przesłała do rządu projekt ustawy o radiofoni i telewizji, projekt zawiera zapis uniemożliwiający Agorze kupienie Polsatu, w kwietniu projekt trafi do Sejmu, po czym, jak to później ujęto w GW "wybucha wojna na linii media prywatne - rząd", 11 lipca Lew Rywin spotyka się z Wandą Rapaczyński, 22 lipca Michnik nagrywa rozmowę z Lwem Rywinem, 27 grudnia w GW pojawia się artykuł "Ustawa za łapówkę" - afera Rywin-Michik wychodzi z fazy "walka buldogów pod dywanem" i staje się sprawą publiczną.... Dalszy ciąg znamy. Ale - póki co - jest marzec 2002, na Czerskiej trwa wielki bal. Trochę jak na "Titanicu".....

      http://haribu.blog.onet.pl/2,ID113542549,DA2006-07-12,index.html

      I uzupełnienie, drugi tekst, równie interesujący - trafiłem na niego za pośrednictwem blogu "Piąta Władza" - jest to wywiad z Markiem Dyduchem, zwracam uwagę na fragment, w którym przedstawiciele "mediów prywatnych" prowadzą negocjacje, grożac, że  - jeśli nie dostaną czego chcą  - w mediach będzie sporo o rocznicy stanu wojennego, a mało o zagranicznych sukcesach Millera...

      http://medeksza.blogspot.com/2006/07/z-markiem-dyduchem-byym-sekretarzem.html

      Teksty polecam pod rozawgę tym wszystkim, którzy tęsknią za 3rp.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „3rp w pigułce”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      piątek, 14 lipca 2006 16:24
  • wtorek, 11 lipca 2006
    • bezdyskusyjnie

      Przypomniał o sobie ksiądz Czajkowski. Mieliśmy właśnie rocznice wydarzeń w Jedwabnem i w Kielcach, rok temu dostalibyśmy pewnie przy tych okazjach od księdza porcję umoralniających pogadanek o winie kolektywnej i zbiorowej pokucie, ale tym razem porobiło się tak, że dostaliśmy coś o winie indywidualnej - Czajkowski przyznał się do współpracy z PRL-owską bezpieką. "Wina moja jest bezsporna - napisał - Trudno te 24 letnie uwikłania tłumaczyć tylko epoką, naiwnością, lękiem, zbytnią swobodą wypowiedzi. Dałem dowód słabości charakteru"

      Szczególnie powiedziane. Nie "jestem winien", ale "wina moja jest bezsporna". Brzmi prawie jak "cóż - chyba nie da się z tego wykręcić". A co by było, gdyby wina była sporna? Gdyby nie zachowało się te osiem setek stron dokumentów plus mikrofilmy tylko jakieś resztki sugerujące współpracę, ale nie bijące po oczach swoją oczywistością? Czy ksiądz Czajkowski wydałby wówczas podobne oświadczenie? Szczęśliwie możemy pospekulować na mocnej podstawie, jest nią wypowiedź księdza z 17 maja - w tym dniu "Życie Warszawy" podało wiadomość, że Czajkowski był TW. Ksiądz powiedział wtedy: "Nie dałem się złamać. Nigdy nie byłem tajnym współpracownikiem, nie znam pseudonimu "Jankowski". Nie brałem żadnych pieniędzy"...

      Tak wyglądało to 17 maja, i - jak sądzę - nie był to żaden "dowód słabości charakteru" lecz wyrachowanie. 17 maja Czajkowski nie był jeszcze pewien jak to wszystko się prezentuje, mógł się spodziewać, że sprawa będzie "sporna", a przy tym wiedział, że liczyć może na bezwarunkowe poparcie środowisk, którym przez lata oddawał cenne usługi. I rzeczywiście - co do tego ostatniego nie spotkał go zawód, bezwarunkowe poparcie dostał, dziś pewnie ci, którzy mu go udzielili wyrzucają sobie zbytni pośpiech, szczególnie redaktor Turnau musi żałować tego "wierzę mojemu spowiednikowi, a nie esbeckim papierom". Krótko mówiąc - idę o zakład, że gdyby sprawa dała się w jakikolwiek sposób przedstawić jako "sporna" Czajkowski do współpracy by się nie przyznał, i robiłby dziś za ofiarę dzikich lustratorów (i antysemitów), a pieśni o jego męczeństwie piałby cały chór dyżurnych autorytetów moralnych. Szczęśliwie - tak się nie stało.

      Jeśli chodzi o Czajkowskiego - mało mnie już obchodzi. 17 maja miał ostatnią szansę, by zachować choć resztkę twarzy, z szansy nie skorzystał - jego rzecz. Problemem pozostają ci, którzy nadmuchali to zero...

      A swoją drogą - okazało się, że esbeckie papiery, co by o nich nie mówić, są bardziej wiarygodne niż spowiednik redaktora Turnaua. Dobra wiadomość dla zwolenników lustracji...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „bezdyskusyjnie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 lipca 2006 15:47
  • środa, 05 lipca 2006
    • na pałki i noże

      W "Życiu Warszawy" pokazał się Bronisław Geremek, jak zwykle zatroskany (gdyby ktoś urządził zawody w okazywaniu troski - prof. Geremek wygrałby w cuglach). Tym razem powód zatroskania profesora wygląda tak: "Z najwyższym niepokojem obserwuję wypowiedzi przedstawicieli jednego z ugrupowań (...) to są wystąpienia, które psują wizerunek Polski". Chodzi o LPR ze szczególnym wskazaniem na posła Wierzejskiego. "Gdy mówimy językiem "bić gejów pałami", to stawiamy się na marginesie Europy" - wyjaśnia profesor.

      Ale czy na marginesie stawiają nas tylko politycy z LPR? Oto na przykład w "The Daily Telegraph" można było niedawno znaleźć taką wypowiedź Marka Edelmana: "Jeśli chcemy ocalić Polskę, moja rada brzmi, by chwycić nóż i uderzyć tam, gdzie ich zaboli" (Edelman miał najwyraźniej na myśli aktualny obóz rządzący). Marek Edelman występuje zwykle jako "ostatni żyjący przywódzca powstania w gettcie warszawskim", ale w gettcie to był parę dziesiątków lat temu, a dziś jest - między innymi - członkiem Rady Krajowej Partii Demokratycznej, z którą na śmierć i życie związany jest profesor Geremek. Gwoli ścisłości dodajmy, że o ile wypowiedź Wierzejskiego o pałach i gejach krąży zmanipulowana, o tyle Edelman najprawdopodobniej powiedział co powiedział.

      Żeby było zabawniej Marek Edelman jest wśród sygnotariuszy stanowiska jakie Partia Demokratyczna wypuściła w związku ze sprawą Piotra Farfała, dziś telewizyjnego dygnitarza, za młodu związanego z nacjonalistycznym pismem "Front". Demokraci chcą, by Farfała z posady wyrzucić, a oburza ich między innymi i to, że "Front" nawoływał do "nienawiści i przemocy". Nie wiem jaki nakład miał (ma?) "Front" sądzę jednak, że "The Daily Telegraph" z którego łam do przemocy nawołuje członek Rady Krajowej Partii Demokratycznej nakład ma większy, a i w świecie liczy się mocniej.

      Farfał tłumaczył się, że jego przygody z "Fontem" wiązały się wiekiem w jakim wtedy był, wypowiedź Marka Edelmana pewnie też się z wiekiem wiąże, choć - że tak powiem - niejako od drugiego końca, kłopot w tym, że różne hece robią i tacy "Demokraci.pl" co są w wieku, po którym spodziewać się można trzeźwości umysłu. A to jakiś demokrata zrzecze się obywatelstwa, a to inny - jakby w odpowiedzi na potrzeby owego bezpaństwowca - uruchomią "Ambasadę III RP" i wydawać chcą paszporty, słowem - błaznują na całego.

      W wyrażaniu troski profesora Geremka nie przebiję, ale - mimo wszystko - powiem: z najwyższym niepokojem obserwuję wypowiedzi i działania przedstawicieli jednego z ugrupowań. To są praktyki, które psują wizerunek Polski.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „na pałki i noże”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      tad9
      Czas publikacji:
      środa, 05 lipca 2006 16:10